Utalentowany. Niepospolity. Nieobliczalny. On i Jego wielki przyjaciel. Byli jak bracia, których łączy niewidzialna nić. Nikt nie był w stanie jej rozerwać. Nawet śmierć...
Trudne dzieciństwo. Problemy z ojcem, którego nienawidził i kochał.
Poznał piękną kobietę. Kochał ją ponad wszystko. A ona go. Chyba każdy chciałby kochać i być kochanym w taki sposób.. Na zawsze.
Śpiewał w zespole. Ludzie go kochali. On kochał ich.
Ćpał. Po co? Tego nie wiedział chyba on sam...
Jednak wiedział kiedy wziął po raz pierwszy. Tak. Ze swoim wielkim przyjacielem.
Im wyżej się wspinał, tym niżej upadał... Przykre...
Nigdy nie opuszczała go Ona, jego żona... Choć nie było jej łatwo - trzymała się dzielnie...
Umarł.
Tak, to On. Rysiek Riedel. Miał tylko 37 lat i wielką karierę przed sobą.
Wybrał przyjaciela.
Odszedł za nim...
"Skazany na bluesa" - Dżem
Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj
Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj, nie
Bo przyjaciela straciłbyś
Bo przyjaciela straciłbyś - jak ja
Nie, Ty go nie znałeś, nie
Lubiłeś tylko czasem posłuchać jak gra
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on
Był jednym z niewielu skazanych na bluesa
Ten wyrok dodawał mu sił
Miał dom i rodzinę, spokojnie mógł żyć
Lecz często uciekał, by stanąć przed wami
By znów nabrać sił, by znów nabrać sił
Bo czasu miał mało, przeczuwał to
Skazany na bluesa, ilu jeszcze jest takich jak on
Skazany na bluesa, no ilu jeszcze jest takich jak on, jak on
No ilu jeszcze jest takich jak on
Ilu jeszcze jest takich jak on...
poniedziałek, 30 lipca 2007
środa, 25 lipca 2007
* Wrócę *
A gdyby tak
uciec choć na
jeden dzień?
Pobiegnę
w moją
przeszłość.
Zanurzę się
w morzu
wspomnień.
Przypomnę sobie smak
miłości, a łzy
wszystkie ususzę.
Wrócę.
Pobiegnę
w moją
przyszłość.
Zatracę się
w morzu
pragnień.
Uśpię niepewność
by tylko nadzieja
pozostała...
Wrócę.
Wrócę ostatni raz.
Wrócę by umrzeć...
uciec choć na
jeden dzień?
Pobiegnę
w moją
przeszłość.
Zanurzę się
w morzu
wspomnień.
Przypomnę sobie smak
miłości, a łzy
wszystkie ususzę.
Wrócę.
Pobiegnę
w moją
przyszłość.
Zatracę się
w morzu
pragnień.
Uśpię niepewność
by tylko nadzieja
pozostała...
Wrócę.
Wrócę ostatni raz.
Wrócę by umrzeć...
niedziela, 22 lipca 2007
* Skrzyżowanie *
Obojętny i zimny jak głaz. Nie okazywał uczuć. Nie umiał. Bądź nie chciał. Chodził własnymi drogami, z dala od wielkomiejskiego szumu. Jednak nigdy nie odmawiał pomocy innym. Był pełen ciepła. To chyba paradoks. Człowiek tak życzliwy - teoretycznie - musiał kochać okazując to przez słowa, gesty, mimikę. A jednak on był inny. Dziwny? Być może. Ja bym jednak to nazwała raczej pozytywnym dziwactwem.
Wiele wielbicielek próbowało znaleźć tą jego drogę. Bezskutecznie. To on musiał zmienić tor podróży za tą jedyną - wybraną.
Tak, to on Tomasz. Pozornie zwykły mężczyzna. A jednak tak inny.
I ona. Agnieszka. Pozornie zwykła kobieta. A jednak inna. Wyróżniała się. Swoją ekstrawagancją, śmiałością. Pyskata - owszem. Ale nigdy ordynarna. Nie znała granic. Popadała w skrajności. Tryskała energią i licznymi pomysłami. Była niczym wulkan, który nie wiadomo kiedy wybuchnie. Szczera do bólu.
Poznali się całkiem przypadkiem na skrzyżowaniu dróg. Znajomość kwitła - bardzo powoli. Ona - ufała mu bezgranicznie. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć... Poprzez swoje zachowanie często popadała w problemy, ślepe uliczki, z których sama wydostać się nie mogła. On zawsze przychodził na ratunek gdy tylko wezwała. Ale czy on równie bardzo ufał jej? Raczej wątpliwe. W końcu był nieufny. Znał jej skłonność do gubienia dróg dlatego nigdy nie chciał obciążać jej swoimi problemami. Być może zjadła go duma. Duma, która nie pozwalała mu przyznać się, że i on potrzebuje pomocy...
Wiele ich łączyło, jak i wiele dzieliło.
Oboje uparci, każde stawiało na swoim.
Poszli razem w tym samym kierunku. Mieli okazję się lepiej poznać. Wykorzystali ją. Ten krótki odcinek ich wspólnej drogi pokazał jak wiele ich różni. Nie kłócili się. Po prostu zaczęli dostrzegać ogromną przepaść pomiędzy sobą. Próbowali jednak stopniowo ją zmniejszać.
Budowali most. Most, który miał ich połączyć. Zdawali sobie sprawę, że jeden nieprzemyślany ruch może zniszczyć cały dotychczasowy trud i wysiłek, który włożyli w jego budowę.
Z dnia na dzień przybywało belek.
Po paru miesiącach napotkali kolejne skrzyżowanie.
Oboje uparci, każde stawiało na swoim.
Poszli w przeciwne strony drogi. Drogi, która była ich życiem.
Czy to ważne kto poszedł w prawo, a kto w lewo?
Do ukończenia mostu brakło tak niewiele - aż jednej belki.
Ostatniej.
Agnieszka wróciła. Czeka na skrzyżowaniu. Z dwiema belkami. Tą ostatnią i zapasową - tak na wszelki wypadek.
Wiele wielbicielek próbowało znaleźć tą jego drogę. Bezskutecznie. To on musiał zmienić tor podróży za tą jedyną - wybraną.
Tak, to on Tomasz. Pozornie zwykły mężczyzna. A jednak tak inny.
I ona. Agnieszka. Pozornie zwykła kobieta. A jednak inna. Wyróżniała się. Swoją ekstrawagancją, śmiałością. Pyskata - owszem. Ale nigdy ordynarna. Nie znała granic. Popadała w skrajności. Tryskała energią i licznymi pomysłami. Była niczym wulkan, który nie wiadomo kiedy wybuchnie. Szczera do bólu.
Poznali się całkiem przypadkiem na skrzyżowaniu dróg. Znajomość kwitła - bardzo powoli. Ona - ufała mu bezgranicznie. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć... Poprzez swoje zachowanie często popadała w problemy, ślepe uliczki, z których sama wydostać się nie mogła. On zawsze przychodził na ratunek gdy tylko wezwała. Ale czy on równie bardzo ufał jej? Raczej wątpliwe. W końcu był nieufny. Znał jej skłonność do gubienia dróg dlatego nigdy nie chciał obciążać jej swoimi problemami. Być może zjadła go duma. Duma, która nie pozwalała mu przyznać się, że i on potrzebuje pomocy...
Wiele ich łączyło, jak i wiele dzieliło.
Oboje uparci, każde stawiało na swoim.
Poszli razem w tym samym kierunku. Mieli okazję się lepiej poznać. Wykorzystali ją. Ten krótki odcinek ich wspólnej drogi pokazał jak wiele ich różni. Nie kłócili się. Po prostu zaczęli dostrzegać ogromną przepaść pomiędzy sobą. Próbowali jednak stopniowo ją zmniejszać.
Budowali most. Most, który miał ich połączyć. Zdawali sobie sprawę, że jeden nieprzemyślany ruch może zniszczyć cały dotychczasowy trud i wysiłek, który włożyli w jego budowę.
Z dnia na dzień przybywało belek.
Po paru miesiącach napotkali kolejne skrzyżowanie.
Oboje uparci, każde stawiało na swoim.
Poszli w przeciwne strony drogi. Drogi, która była ich życiem.
Czy to ważne kto poszedł w prawo, a kto w lewo?
Do ukończenia mostu brakło tak niewiele - aż jednej belki.
Ostatniej.
Agnieszka wróciła. Czeka na skrzyżowaniu. Z dwiema belkami. Tą ostatnią i zapasową - tak na wszelki wypadek.
sobota, 21 lipca 2007
* Za cicho *
Za oknem szum wiatru
słychać nieszczęśliwe
glosy psów sąsiadów
nawet przeskakujące
wskazówki zegarka
są dziś wyraźne
za głośne
samotnie spoglądam
przez okno
widzę brzozy kłaniające
sie Panu Bogu do stop
doskwiera mi brak
kontaktu z Tobą
za cicho
Zawsze stoję obok
kiedy tego potrzebujesz
tymczasem ja
błąkam sie samotnie
w myślach zabłoconych
Nie ma Cię
Nie ma
słychać nieszczęśliwe
glosy psów sąsiadów
nawet przeskakujące
wskazówki zegarka
są dziś wyraźne
za głośne
samotnie spoglądam
przez okno
widzę brzozy kłaniające
sie Panu Bogu do stop
doskwiera mi brak
kontaktu z Tobą
za cicho
Zawsze stoję obok
kiedy tego potrzebujesz
tymczasem ja
błąkam sie samotnie
w myślach zabłoconych
Nie ma Cię
Nie ma
wtorek, 17 lipca 2007
* Zapatrzona *
Obudziła się. Spojrzała przez okno. Widok ten sam co zawsze - szara ulica miasta, chodnik, który obiecują wymienić już od 10 lat, ludzie pędzący nie wiadomo po co i gdzie. Jakaś kobieta, całkiem młoda pcha wózek z dzieckiem, które płacze. Kawałek dalej babcia stoi podpierając mur. Chyba nie ma siły iść dalej. Na boisku chłopcy grają w piłkę, a tuż obok między garażami czają się dwie młode dziewczyny - palą. Ale czy to powinno ją interesować? Ma własne zmartwienia...
Może w tym tkwi problem dzisiejszego społeczeństwa. Każdy pośpiesznie idzie własną drogą, nie zwracając uwagi na otaczających ludzi. Biegną zupełnie obojętni... Zapatrzeni w siebie... Są tak zakochani w sobie, że nie mają już nawet kropli miłości dla drugiego człowieka. Zapominają o Kościele i Bogu. Przecież to co mają zawdzięczają sobie... Żal.
Magda doskonale zdawała sobie sprawę, że jej przemyślenia mają sens. A to bolało ją jeszcze bardziej.
Jedno trzeba jej przyznać - jest nie zwykle ambitną i pracowitą dziewczyną. Wszystko co ma zawdzięcza sobie.
Wychowała się jako jedynaczka w biednej rodzinie. Matka - sprzątała w przychodni, a ojciec? Odkąd sięga pamięcią pił nałogowo. Od dziecka wyróżniała się z tłumu - piękna i inteligentna. A podobno uroda nie chodzi w parze z mądrością. Cud natury? Może... Kiedy zakończyła naukę w liceum - wyprowadziła się z domu. Poszła na studia, a kiedy je zakończyła rozpoczęła pracę na wysokim stanowisku. Poznała Kubę, w którym - podobno - -była zakochana na śmierć i życie.
Jednak coś był nie tak jak powinno być... Kiedy minęło pierwsze zauroczenie - przestała być czuła i kochająca. Można śmiało powiedzieć, że była obojętna w stosunku do swojego mężczyzny. A pomyśleć, że dopiero 'przed chwilą' się pobrali... Kłótnie były na porządku dziennym. I nie chodziło o to, że zupa jest przesolona... W Magdy przypadku bowiem świat kręcił się wokół pracy. Nie widziała świata poza biznesem. Chciała ponad wszystko osiągnąć najwyższy szczyt. Kariera narzuciła na jej oczy klapki, których nikt nie był w stanie usunąć. Nawet Kuba. O rodzicach nie ma w ogóle co wspominać. Magda nie wiedziała nawet czy jeszcze żyją. Straciła z nimi kontakt po trzecim roku studiów... Nie przyjeżdżała do nich nawet w święta. Smutne... Ale także prawdziwe.
W niedzielę także nie odpoczywała. Siedziała w swoim gabinecie, nie odrywając wzroku od papierów po których prowadziła pióro. A Kościół? Bóg? Dla niej to nie istniało... Uważała, że jeśli będzie bez pieniędzy - nawet Bóg jej nie pomoże. Na wszystko trzeba zarobić samemu... Dlatego - według niej - nie warto wierzyć. Bo to my odpowiadamy za swój los, a nie "Ten-Na-Górze".
Kuba ją zostawił. I nie dlatego, że jej nie kochał - nie mógł znieść świadomości, że dla Magdy największe znaczenie ma pieniądz i praca.
A Magda? Magda dostała upragniony awans i podwyżkę. Można stwierdzić, że dopięła swego i osiągnęła szczyt. Hmm... i jednocześnie upadła na samo dno.
Ze łzami w oczach spojrzała na wielkie łóżko, w którym niegdyś budziła się u boku najwspanialszego mężczyzny na świecie. Nigdy nie zwracała na to uwagi. Aż do tej chwili. Poczuła się strasznie samotna.
Wyszła z domu. Szła przed siebie. Prawdę mówiąc nie wiedziała dokąd idzie, bo nigdy nie miała czasu żeby iść na spacer po swojej dzielnicy. Stanęła przy starym, masywnym budynku z trzema wieżyczkami. Na największej był wielki krzyż. Weszła do budynku, którego nawet w myślach nie potrafiła nazwać Kościołem. A jednak weszła. Usiadła w ławce i przez wiele godzin się modliła do Boga. O przebaczenie.
Magda tego dnia nie poszła do pracy...
Może w tym tkwi problem dzisiejszego społeczeństwa. Każdy pośpiesznie idzie własną drogą, nie zwracając uwagi na otaczających ludzi. Biegną zupełnie obojętni... Zapatrzeni w siebie... Są tak zakochani w sobie, że nie mają już nawet kropli miłości dla drugiego człowieka. Zapominają o Kościele i Bogu. Przecież to co mają zawdzięczają sobie... Żal.
Magda doskonale zdawała sobie sprawę, że jej przemyślenia mają sens. A to bolało ją jeszcze bardziej.
Jedno trzeba jej przyznać - jest nie zwykle ambitną i pracowitą dziewczyną. Wszystko co ma zawdzięcza sobie.
Wychowała się jako jedynaczka w biednej rodzinie. Matka - sprzątała w przychodni, a ojciec? Odkąd sięga pamięcią pił nałogowo. Od dziecka wyróżniała się z tłumu - piękna i inteligentna. A podobno uroda nie chodzi w parze z mądrością. Cud natury? Może... Kiedy zakończyła naukę w liceum - wyprowadziła się z domu. Poszła na studia, a kiedy je zakończyła rozpoczęła pracę na wysokim stanowisku. Poznała Kubę, w którym - podobno - -była zakochana na śmierć i życie.
Jednak coś był nie tak jak powinno być... Kiedy minęło pierwsze zauroczenie - przestała być czuła i kochająca. Można śmiało powiedzieć, że była obojętna w stosunku do swojego mężczyzny. A pomyśleć, że dopiero 'przed chwilą' się pobrali... Kłótnie były na porządku dziennym. I nie chodziło o to, że zupa jest przesolona... W Magdy przypadku bowiem świat kręcił się wokół pracy. Nie widziała świata poza biznesem. Chciała ponad wszystko osiągnąć najwyższy szczyt. Kariera narzuciła na jej oczy klapki, których nikt nie był w stanie usunąć. Nawet Kuba. O rodzicach nie ma w ogóle co wspominać. Magda nie wiedziała nawet czy jeszcze żyją. Straciła z nimi kontakt po trzecim roku studiów... Nie przyjeżdżała do nich nawet w święta. Smutne... Ale także prawdziwe.
W niedzielę także nie odpoczywała. Siedziała w swoim gabinecie, nie odrywając wzroku od papierów po których prowadziła pióro. A Kościół? Bóg? Dla niej to nie istniało... Uważała, że jeśli będzie bez pieniędzy - nawet Bóg jej nie pomoże. Na wszystko trzeba zarobić samemu... Dlatego - według niej - nie warto wierzyć. Bo to my odpowiadamy za swój los, a nie "Ten-Na-Górze".
Kuba ją zostawił. I nie dlatego, że jej nie kochał - nie mógł znieść świadomości, że dla Magdy największe znaczenie ma pieniądz i praca.
A Magda? Magda dostała upragniony awans i podwyżkę. Można stwierdzić, że dopięła swego i osiągnęła szczyt. Hmm... i jednocześnie upadła na samo dno.
Ze łzami w oczach spojrzała na wielkie łóżko, w którym niegdyś budziła się u boku najwspanialszego mężczyzny na świecie. Nigdy nie zwracała na to uwagi. Aż do tej chwili. Poczuła się strasznie samotna.
Wyszła z domu. Szła przed siebie. Prawdę mówiąc nie wiedziała dokąd idzie, bo nigdy nie miała czasu żeby iść na spacer po swojej dzielnicy. Stanęła przy starym, masywnym budynku z trzema wieżyczkami. Na największej był wielki krzyż. Weszła do budynku, którego nawet w myślach nie potrafiła nazwać Kościołem. A jednak weszła. Usiadła w ławce i przez wiele godzin się modliła do Boga. O przebaczenie.
Magda tego dnia nie poszła do pracy...
* Sama *
Podążam sama
betonową drogą
w kolorze
brudnego różu
Mieszkam sama
w kartonowym pudełku
dawno zapomnianym
przez sąsiadów
Wierze sama
ze i ja będę jedną
z niebiańskich istot
pośród upadłych aniołów
żyję sama
w swoim świecie
niepojętym dla istot
nazywanych ludźmi
Kocham sama
mocno i wiernie
uczuciem niepojętym
tylko Ciebie
Opodal kartonowego pudełka
na betonowej drodze
w moim świecie pełnym wiary
spotkałam miłość o Twym imieniu
To wystarczy
Tyle mi trzeba
Teraz mogę umrzeć
Sama
betonową drogą
w kolorze
brudnego różu
Mieszkam sama
w kartonowym pudełku
dawno zapomnianym
przez sąsiadów
Wierze sama
ze i ja będę jedną
z niebiańskich istot
pośród upadłych aniołów
żyję sama
w swoim świecie
niepojętym dla istot
nazywanych ludźmi
Kocham sama
mocno i wiernie
uczuciem niepojętym
tylko Ciebie
Opodal kartonowego pudełka
na betonowej drodze
w moim świecie pełnym wiary
spotkałam miłość o Twym imieniu
To wystarczy
Tyle mi trzeba
Teraz mogę umrzeć
Sama
* * *
Pierwszy post na nowym blogu zawsze jest taki jakiś dziwny... Nie lubię rozpoczynać pisania. Wolę być już zaaklimatyzowana. Hmm...no cóż... z racji, że prowadziłam już niejeden blog - nie będę pisała żadnego powitania. Zresztą na co to komu?
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Pierwszy post na nowym blogu zawsze jest taki jakiś dziwny... Nie lubię rozpoczynać pisania. Wolę być już zaaklimatyzowana. Hmm...no cóż... z racji, że prowadziłam już niejeden blog - nie będę pisała żadnego powitania. Zresztą na co to komu?
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)